piątek, 11 września 2015

Minky, minky, minky...

Bardzo, ale to naprawdę bardzo podoba mi się minky. Kto nie wie, to niech zapyta wujka Google cóż to jest minky. Minky jest mięciutkie, milutkie i kochane. Tak mi się to minky podoba, że postanowiłam, że Młody musi mieć do przedszkola komplet minky. Ale, ale. gotowy komplet kosztuje na znanym portalu aukcyjnym cos koło 120zł, a to dużo. No to zabrałam Pana Męża i pojechałam do hurtowni tkanin i kupiłam minky. I uszyłam. A co. Moja babcia szyła, moja mama szyła, moja teściowa szyła to ja nie dam rady? Ja? No i dałam radę:)
Na początek poszła poduszka. Jako łatwiejsza. A takiego wała, bo wcale nie łatwiejsza. Okazało się, że uciełam za krótki suwak i musiałam korzystać z tzw. pasków pomocniczych. Dałam radę? Dałam:



 A tutaj uwieczniła moje superhiper wstawki do suwaka:)
 No to jak już poduszka była gotowa, przyszedł czas na kocyk. Poszło na niego dwa miliony szpilek, ale się udało. Okazało się, że mimo rozmiarów, kocyk dużo łatwiej się szyje niż poduszkę. Trochę problemów sprawiły mi rogi, ale metodą prób i błędów dałam radę.

 Może nie jest to profesjonalne. Może nie jest równe jak od linijki. Ale ja jestem z siebie dumna jak paw.
Pokonałam minky.